Wywiad z Jackobem Buczyńskim, projektantem działającym w idei upcyklingu

Wywiad z Jackobem Buczyńskim, projektantem działającym w idei upcyklingu

Jackob zaczął tworzyć swoje projekty z potrzeby zamanifestowania sprzeciwu wobec wszechobecnej nadprodukcji dóbr. Jego flagowy produkt to upcyclingowe katany z frędzlami. My spotkaliśmy się z Jackobem przy okazji jego wizyty w jednym ze sklepów TekStylowo, gdzie projektant wybierał kurtki do swojej pracowni.Podczas naszej rozmowy poruszyliśmy wiele ciekawych tematów, związanych z upcykligniem, tworzeniem produktów zgodnych z jego ideą oraz zapytaliśmy Jackoba co sądzi o przyszłości branży modowej. Zapraszamy do lektury!

 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z upcyklingiem?

Myślę, że moja przygoda z upcyklingiem rozpoczęła się dzięki mojej babci, która była krawcową. Już od najmłodszych lat miałem taki przykład idący z góry, że można ciekawie i dobrze szyć, jednocześnie robiąc to z pasją.

Jako dziecko, a później nastolatek trenowałem wyczynowo pływanie, więc z tym rzemiosłem nie miałem za bardzo do czynienia. Ale coś mi mówiło, że chciałbym spróbować. Pamiętam jak miałem chyba 15 lat i wróciłem z treningu pływackiego, poszedłem do lumpeksu i znalazłem jakąś fajną bluzę. Powiedziałem babci, żeby mi doszyła do niej kolorową kieszonkę na maszynie. No i powiedzmy, że to był taki mój pierwszy upcyklingowy projekt. Później na wiele lat o tym zapomniałem. Bardziej dojrzały pomysł na modę upcyklingową zrodził się, kiedy zrezygnowałem ze studiów na Akademii Wychowania Fizycznego. Postanowiłem założyć wtedy bloga modowego.



To były czasy, kiedy tego typu blogi zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu.

Ja chciałem tworzyć modę męską, ale ze względu na swoją wrażliwość, chciałem też znaleźć w tym wszystkim prawdę. Poznać przemysł od podszewki. Nawiązałem współpracę z pewnym vintage shopem i zrobiłem dla nich stylówki właśnie na swojego bloga. Uznałem wtedy, że to jest właśnie to, co zawsze chciałem robić – tworzyć, kreować, wymyślać nowe rzeczy. Zacząłem też właśnie wtedy szukać informacji o branży modowej, ale ciężko było cokolwiek znaleźć. Wszyscy byli zachłyśnięci szeroko pojętym konsumpcjonizmem. Tym, że tak dobrze się nam wiedzie. Mamy tyle ubrań i możemy je kupić za 30 zł w sieciówce.Nikt jednak nie zastanawiał się nad prawdziwym kosztem ubrań. Nie zgadzałem się na takie podejście. Zacząłem pisać prawdę, pisałem, że nie uznaje trendów i sezonowości.Jednocześnie chciałem stworzyć produkt, który byłby całkowicie w zgodzie ze mną i przekonaniami, jakie chciałem przekazywać innym.

Los tak chciał, że wziąłem udział w konkursie na najlepszą stylizację festiwalową na Open’er. Poszedłem do krawcowej z kurtką z dżinsu i pomysłem, że chcę mieć kurtkę z frędzlami. Ona uszyła tę kurtkę po swojemu, po czym ja wróciłem z nią do domu i czułem, że nie o to mi chodziło. Więc oderwałem te frędzle i przyszyłem je po swojemu. Uznałem później, że ta kurtka może być manifestem przeciwko nadprodukcji wszechobecnych dóbr. Napisałem też na blog post „Nie jestem masowym produktem”. Później zainwestowałem ostatnie 200 zł w kupno 10 kurtek z lumpeksu i pracę krawcowej, która pomogła mi je przerobić. Następnie wystawiłem na sprzedaż te 10 katan z frędzlami. To był mój pierwszy flagowy produkt. Pamiętam, jak szedłem ulicą w jednej z tych kurtek i ludzie się za mną oglądali. Pomyślałem sobie wtedy “jaki to ma potencjał!”.

Pamiętasz kto kupił pierwszą kurtkę?

– Tak, doskonale pamiętam ten moment. Pierwszą kurtkę sprzedałem na DaWandzie. Oszalałem wtedy ze szczęścia. Pomyślałem, że skoro jedna osoba kupiła kurtkę, a dotarłem przez tydzień do powiedzmy tysiąca osób to znaczy, że jeśli dotrę do 100 tysięcy osób to sprzedam 100 tych kurtek. I tak się zaczął projekt, z którego nie chciałem potem rezygnować.

Jednocześnie pojawiły się problemy – nie mogłem znaleźć umiejętności logistycznych do prowadzenia biznesu, ciężko było mi pozyskiwać katany i utrzymać się z ich sprzedaży.

Później wydarzyło się znowu coś przełomowego. Dostałem się do finału międzynarodowego konkursu Łódź Young Fashion Awards. Potrzebne było 16 projektów, więc zebrałem wszystko, co miałem. To wydarzenie pokazało mi, że upcyckling i przetwarzanie odzieży jest potrzebne i kiedyś będzie na to boom, ponieważ ludzie będą chcieli mieć coś spersonalizowanego. Osobiście myślę, że ten boom jeszcze przed nami. Świadomość ludzi rośnie, jednak dosyć wolno, a wyrwać nas z takiego obłędu konsumpcjonizmu jest bardzo trudno. Niestety jesteśmy bardzo prości. Ale po coś się pojawiłem i nie tylko ja, bo jest więcej twórców, którym takie moje działania otwierają drogę, żeby ludzie myśleli, żeby robić coś co wielu uważa za śmieci.

Skąd czerpałeś wiedzę o negatywnej stronie mody? 

Nie zdawaliśmy sobie kiedyś sprawy z tego, jak wygląda produkcja mięsa, ubrań, w zasadzie nie za bardzo nas to interesowało. Nie braliśmy pod uwagę tego, że każda branża ma jakieś drugie dno. Cieszyliśmy się z tego wszystkiego, co dobrego nam daje, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Pamiętam, że kiedyś obejrzałem pierwszy program na temat rybołówstwa. I sobie pomyślałem jakie to jest złe, że okradamy oceany i zabijamy ekosystem. Później obejrzałem “Moda – prawdziwe koszty” i to już było totalne zdziwienie, że tak to wygląda. Nigdy już nie spojrzałem tak samo na nowe ubranie. Bo wcześniej nie myślałem o kosztach jego powstania. Nie myślałem o tym procesie. Później zacząłem szukać coraz więcej, ale informacje stały się też bardziej dostępne, np. na Netflixie jest wiele ciekawych dokumentów pokazujących różne biznesy od podszewki.

 

Czujesz się inspiracją dla innych?

To też jest ciekawy temat, bo wiele osób z mojego otoczenia mówi „Instagram jest dla mnie skarbnicą inspiracji”, a ja w pewnym momencie sobie pomyślałem jaki czuje się przebodźcowany wszystkim, co mnie otacza. I to było dla mnie taką presją narzuconą na mnie jako na twórcę, że coś musi jakoś wyglądać, że coś musi mieć jakieś ramy i tak dalej. Postanowiłem odobserwować wszystkich na moim profilu, aby się odciąć od tego co mnie otaczało. I w pewnym momencie powiedziałem sobie, że to ja chcę być inspiracją. I rzeczywiście od tamtej pory tak się czuję. Bardzo fajnie jest przejść z tego punktu inspirowania się innymi do punktu bycia inspiracją. Chociaż to też są duże słowa, ale czasami ludzie mi to piszą, że zmienili nastawienie, że przez to co robię inaczej myślą o ubraniach. Nowe podejście zawsze budzi jakieś takie kontrowersje i nową perspektywę. Ale sukcesem jest to, że niektórzy zauważyli, że można inaczej.

Masz jednak kogoś takiego kto jest dla Ciebie inspirujący?

Nie śledzę w ogóle trendów, nie śledzę pokazów. Chcę mieć świeży umysł i najbardziej tak naprawdę uważam, że moda czy też sztuka może odpowiadać na to, co dzieje się na świecie. Czyli np. widzę, że jest strajk kobiet więc na to odpowiadam, robię ludziom naszywki z błyskawicą na kurtki. Jest wydarzenie społeczne, ktoś potrzebuje pomocy to ja sobie myślę jak tą sztuką mogę je wesprzeć. Ja wybiłem sobie z głowy, że muszę robić coś w trendach. No właśnie nic nie muszę i tak naprawdę odpowiadam temu, co mnie bodźcuje i jest to na przykład natura. Takie proste rzeczy o których ludzie zapominają.

Na przykład te frędzle na moich kurtkach są powiedzmy takimi skrzydłami, a oko też ma dla mnie ważną symbolikę. Całe życie miałem problem, aby patrzeć ludziom w oczy. To był taki brak pewności siebie, który w pewnym sensie ukrywałem. To oko wyszło też w momencie, kiedy jedna z klientek zgłosiła mi potrzebę wykonania aplikacji. Więc jeśli chodzi o inspiracje ja po prostu słucham tego co dzieje się we mnie, dookoła i naprawdę bardzo rzadko śledzę magazyny czy portale. 

Ale jednak jesteś częścią mody.
Tak, ale mody, którą stworzyłem sobie na własnych zasadach.

 

Zdarza się, że ktoś Cię kopiuje?

Tak, zdarza się i to dosyć często. Wiem, że jestem autorem mojej kurtki z frędzlami i całej techniki autorskiej wykonywania aplikacji. Wszystko wymyśliłem sobie sam, w oparciu o doświadczenie życiowe, poglądy i przekonania. Nie siedziałem w Internecie, nie szukałem pomysłu. W tym momencie rzeczywiście mam sytuacje takie, że ludzie robią bardzo podobne rzeczy i ja już na to nawet nie reaguje. To już bardziej moi odbiorcy wysyłają mi powiadomienia o tym, że ktoś się mną dosyć mocno powiedzmy „zainspirował”. Ostatnio miałem taką sytuację, że wystąpiłem w Dzień Dobry TVN, a miesiąc później w tym programie pojawiła się krawcowa, która pokazywała jak wykonać moją kurtkę. I ona przedstawiła to w taki sposób, że to jest jej pomysł na przerobienie odzieży. Tutaj już musiałem zareagować i napisałem, że to jest kradzież wartości intelektualnej. Więc tych podróbek jest sporo tym bardziej, że teraz miałem kampanię promocyjną za granicą. Moje kurtki założyli olimpijczyk ze swoim mężem i synkiem. Z jednej strony to ogromny sukces, a z drugiej pole do tego, żeby moje projekty kopiowało jeszcze więcej osób.

Skąd pozyskujesz rzeczy do swoich projektów?

Można powiedzieć, że różne materiały, tekstylia przychodzą w tym momencie do mnie trochę „same”. Pierwsze moje materiały otrzymałem od babci, później to były już lumpeksy, pozyskiwanie rzeczy z OLXa, a teraz wchodzę też we współpracę z różnymi firmami, co jest dla mnie kolejnym, ogromnym krokiem. Posiadanie takiej ścieżki do tego, żeby mieć surowiec i różnorodność. To jest bardzo ważne w aplikacjach, aby to były wzory, printy, jakieś kształty i różne rodzaje materiałów. Często też dostarczają mi rzeczy zupełnie obcy ludzie. Ostatnio siedzę w pracowni i jakaś pani do mnie dzwoni, że przyjechała swoim samochodem i ma dla mnie trochę materiałów. Wyszedłem do niej, a tam stoi wielki kamper i ta pani przywiozła nim 21 ogromnych worków po 200 litrów każdy. Także na brak materiałów w tym momencie nie narzekam.

Co myślisz o wyrzucaniu ubrań do śmietnika?

Myślę, że to jest bardzo złe. Po pierwsze dlatego, że do wyprodukowania nowych ubrań potrzeba bardzo wiele zasobów. Statystyczny Polak nową rzecz zakłada od 5 razy do 10 razy. Po drugie dlatego, że wyrzucenie ubrania na śmietnik jest najgorszym, co możemy zrobić, ponieważ staje się ono wtedy uciążliwym dla środowiska odpadem. Z używanych ubrań można robić naprawdę piękne rzeczy.

 

Czy są w Twojej głowie jakieś pomysły jak można przekonać tych nieprzekonanych? Chociażby do tego, żeby nie wyrzucali tych ubrań na śmietnik?  

Ja już dawno odszedłem od tego, aby przekonywać ludzi. Robię dużo w swoim własnym zakresie. Jeśli kogoś to zainspiruje to fajnie, jeśli nie, to nie jest może moment lub czas dla tej osoby, trudno. Na pewno chcę po prostu działać sam w dobrym kierunku. Na przykład teraz będę dodawał nowe plakietki do moich produktów, gdzie jest informacja, że marka Jackob Buczyński chce zamknąć siebie we własnym obiegu. To znaczy, że jeśli kiedykolwiek uznasz, że ta kurtka już nie jest ci potrzebna to jej nie wyrzucaj, ja chętnie odkupię ją za jakiś procent początkowej ceny.

To jest według mnie właściwa przyszłość działalności producentów – że każdy powinien być odpowiedzialny za rzecz, którą wypuszcza i produkuje. Może wybiegam trochę wiele lat w przód. Ja wiem, że jestem trochę idealistą i że to moje myślenie to trochę bańka. Zdaje sobie z tego sprawę, nie walczę z tym na siłę. Już kiedyś myślałem, że zmienię świat i się załamałem nerwowo. Za bardzo brałem to wszystko do siebie. Teraz robię swoje i mam mnóstwo pomysłów, aby pokazywać tę modę z drugiego obiegu. Bo tak naprawdę upcykling i przetwarzanie jest jedyną dobrą opcją w przyszłości tej branży. Ubrania zbudowały moją filozofię życia, bo też zacząłem podchodzić inaczej do rzeczy materialnych. Zaczęły mi starczać na dłużej. Jest takie powiedzenie, że to, jak podchodzimy do rzeczy materialnych przekłada się na wiele aspektów naszego życia, takich jak np. relacje. Jeśli szanujemy rzeczy materialne, to szanujemy też relacje z drugim człowiekiem. 

 

Wszystkie Twoje aktywności są w opozycji do działań wielkich sieci handlowych. Czy nie masz problemu ze swoją działalnością? 

To jest tak, że te duże marki wiedzą o eko-ruchu. O mnie i innych twórcach, że to się po prostu dzieje. Na pewno się tego obawiają, ponieważ wiedzą, że będą musiały wprowadzać mnóstwo zmian. W tym momencie nie mam żadnych problemów ze swoją działalnością. Miałem też niedawno taką ciekawą sytuację. Odezwała się do mnie jedna z większych polskich marek globalnych, z informacją, że chce przekazać mi ścinki ze swojego show roomu projektowego. Zapytałem wtedy, czy mogę o tym powiedzieć w swoich social mediach. Nie zgodzili się. Uzmysłowiłem sobie wtedy, że ogromne marki nadal nie chcą dawać pola do komunikowania, że z ich działalności zostają śmieci. Dalej żyją w zastanym systemie, aby jak najdłużej zarabiać. Jeśli już wchodzę we współpracę z jakimiś markami, to tylko na swoich zasadach.

 

A potrzebujesz w ogóle takich współprac?

W tamtym roku nie zgadzałem się na żadną współpracę. W tym roku powiedziałem sobie, że otwieram się na działania z większymi markami. I faktycznie, tych współprac pojawiło się całkiem sporo. Nie mówię tu tylko o odzieżowych markach, ale też alkoholowych. Potrzebuję tych działań ze względu na pieniądze jakie mi dają. Dzięki współpracy z dużą marką dostaję środki, które mogę inwestować w moją technologię, w mój system, w moją pracę.

 

Czy z upcyklingu można się utrzymać? Czy jest na to jeszcze za wcześnie?

Utrzymuję się całkowicie z mojej działalności. Rozwijam się, inwestuję, mam pieniądze na podróże.

 

Miałeś takie momenty zwątpienia, że to nie wyjdzie? Że musisz się zająć czymś innym? 

Było tak, że przez długi czas nie wierzyłem do końca w to, że mój pomysł może działać jako firma i że może się rozwijać do czasu rozpoczęcia pandemii. W trakcie pandemii uzmysłowiłem sobie, że to jest ten czas, że ludzie będą szukać czegoś wartościowego. I faktycznie tak się dzieje, moja firma rozwija się coraz szybciej.

 

To kto ubiera Twoje kurtki?

To jest pytanie, na które odpowiem dość dyplomatycznie. Ja jestem dumny z każdej osoby, która chodzi w moim projekcie. Bo to oznacza, że ktoś się przekonał do tego, że ktoś zobaczył w tym idee, wartość. Że to nie są tylko kolorowe rzeczy, nie tylko wygląd tej kurtki jest ważny. Ja zawsze chce opowiadać o tym jak została zrobiona, ma swoją historię.

Jeśli chodzi o osoby znane, to pierwszą osobą, która założyła moje ubranie była Natalia Nykiel. Natalia zobaczyła gdzieś moje projekty przez przypadek i napisała do mnie czy może wypożyczyć jeden z nich. Później założyła kurtkę na koncert. Moje ubrania zakładają też Julia Wieniawa, Zosia Zborowska, Mama-Ginekolog i Beata Kozidrak.

Największym takim dealem życia było to, że moją kurtkę założył wspomniany już olimpijczyk Tom Daley. Wysłałem mu kurtki do Londynu i on ubrał je ze swoimi bliskimi, a zdjęcie zamieścił na profilu w mediach społecznościowych. Po tym, jak zdobył na igrzyskach złoty medal wielu ludzi zaczęło go obserwować, co przełożyło się na zainteresowanie moimi projektami. Teraz mam zamówienia niemal z całego świata.

 

W jaki sposób można złożyć zamówienie na Twój projekt?

W zasadzie to zacząłem prowadzić tę markę od najtrudniejszej strony, ponieważ nie tworzyłem gotowych produktów do sprzedaży tylko stawiałem na zamówienia indywidualne. Czyli wykonywane pod dyktando klienta i rzeczywiście na wymiar, o określonej gamie kolorystycznej frędzli. Wszystko jest uzgadniane i spersonalizowane. Zamówienia składa się głównie przez maila lub przez Instagram. Osoba zainteresowana wysyła wymiary katany, którą ma w domu lub wysyła swoją kurtkę. Później uzgadniamy, jakich materiałów i kolorów użyję. Za jakiś czas na mojej stronie pojawią się jednak kurtki, które będzie można kupić „od ręki”.

Czyli jednak skłaniasz się w kierunku sklepu online?

Zdecydowanie nie. Chcę podkreślić, że kurtek dostępnych „od ręki” nie będzie wiele ponieważ głównym kursem są dla mnie zamówienia indywidualne. Kocham mieć kontakt z ludźmi, czasem otrzymuję od nich historie całego życia i to jest fascynujące. Ludzie też doceniają, że mają kontakt z projektantem, to dla nich dodatkowa wartość. Normalnie jest przecież tak, że ktoś idzie do sklepu i ma kontakt wyłącznie z kasjerką. A w moim przypadku jest coś, czego wydaje mi się, że bardzo nam dziś brakuje. Tego kontaktu, zainteresowania czyjąś potrzebą. Czyli właśnie takiego kontaktu z rzemieślnikiem.

 

Jesteś bardziej rzemieślnikiem czy projektantem?

Nie przywiązuje się do żadnego słowa, ale nie mam też problemu z mówieniem o sobie artysta, projektant, rzemieślnik. Myślę, że jestem multifunkcyjny i że tak naprawdę wszyscy tacy jesteśmy, tylko musimy to odkryć.

 

Dziękujemy za rozmowę.

2 Replies to “Wywiad z Jackobem Buczyńskim, projektantem działającym w idei upcyklingu”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.